|
Stromy podjazd z
widokami na przyszłość
czyli Rapport suisse
numéro 2 Szwajcaria, 2005
Mój ostatni tydzień pracy w słowniku
kolarskim określa się jako bardzo stromy podjazd. Konieczność douczenia się
nowych technologii i chęć zrobienia dobrego wrażenia sprawiła, że musiałem sporo
przysiąść po godzinach. Na szczęście wystarczyło mocy pozytywnych pierwszych
wrażeń i szczyt został zdobyty - wygląda na to, że nie zostanę zwolniony przed
zakończeniem mojego kontraktu. Siły zregenerowałem na
weekendzie, wybierając się z Lechem na dwudniową trasę rowerową po szwajcarskiej
Jurze, czyli północno-zachodnim obszarze przy granicy z Francją. Po drodze,
oprócz nasycania się zielenią i bliskimi kontaktami z alpejskimi krowami,
odwiedziliśmy miejsca, w których byliśmy już podczas naszej wspólnej rowerowej
wyprawy po Szwajcarii, Francji i Hiszpanii 7 lat temu (właśnie skończyłem studia i
pierwszy raz wybrałem się samodzielnie za granicę). Wstąpiliśmy także do muzeum
zegarków i wytwórni sera Gruyeres, aby zapoznać się z wysokiej jakości
produktami, z których Szwajcaria słynie (na marginesie: prawdziwe pieniądze
Szwajcarzy robią aktualnie na usługach bankowych, turystyce i przemyśle
farmaceutycznym).
Apropo's pieniędzy: bardzo przyjemną
cechą Szwajcarów jest to, że nie kradną. Na początku ciężko
było mi uwierzyć w zapewnienia Lecha, że nie muszę nigdzie
specjalnie w domu chować paszportu, oszczędności czy laptopa,
i że w piwnicy nie muszę przypinać roweru (a kto w Polsce w
ogóle odważa się trzymać rower w piwnicy?). Szwajcarska
codzienność zdaje się jednak potwierdzać zapewnienia
człowieka, który mieszka tu już od roku (i dzięki,
któremu moje wchodzenie w nową rzeczywistość jest dużo
łatwiejsze). Na przykład na naszym osiedlu są rozmieszczone
przeźroczyste, plastykowe skrzynki, w których znajduje się
prasa na sprzedaż. Obok jest miejsce do wrzucania monet. Te
skrzynki nie są w żaden sposób zamykane, służą jedynie jako
ochrona przed deszczem. Tutaj nikt nie pomyśli o tym, że można
by wyjąć gazetę bez płacenia. Na miejskim cmentarzu przy
każdym kraniku z wodą stoją metalowe konewki do wspólnego
użytku. Stoją. Przy zbieraniu pieniędzy w kościele nikt nie
kontroluje koszyka, jest on podawany z rąk do rąk i wraca skąd
wyszedł. Lechu próbował mi tłumaczyć sprawę bezpieczeństwa
roweru w piwnicy: "Słuchaj, po co ktoś tutaj miałby ci się
włamywać do piwnicy po rower, skoro dużo wygodniej jest mu
pójść do sklepu rowerowego i kupić sobie dwa razy lepszy?".
Laptopa już nie chowam, rower dalej przypinam, przynajmniej na
razie. Zapraszam na zdjęcia i dźwiękowe przesłanie z
Alp.
pozdrawiam,
Krzysiek poleć stronę znajomym
|